wtorek, 7 lutego 2017

O zawodzie miłosnym!

07 luty 2017, godz. 15:29


Dzień dobry!
Siedzę w pracy, dzień jest ciężki, bo pogoda nie rozpieszcza ale pocieszam się, że mogę coś napisać i zagłuszę swoją nudę.
Zapytałam dzisiaj znajomych o propozycje odnośnie tematu, który miałby się tutaj pojawić.
Koleżanka zaproponowała temat "jak się odkochać", więc dzisiaj postaram się wycisnąć z siebie i swoich doświadczeń 100% tego co ja przeżyłam i jak się z tego podniosłam ale uprzedzam to tylko moje przeżycia, moje refleksje, moje spostrzeżenia i WY wcale nie musicie robić tak jak ja :)  No chyba, że zechcecie to już sprawa indywidualna...
Załączę sobie najpierw jakieś nucidło żeby lepiej się myślało (Calum Scott - Dancing On My Own).
Na początek może opowiem Wam o moim "zawodzie".
***
W poważniejszym związku przed obecnym partnerem byłam raz, był to związek 4-letni.
Wydawało mi się, że to będzie ten jedyny, że zestarzejemy się razem - pragnęłam tego ogromnie. Zamieszkaliśmy razem. Czekałam na moment oświadczyn i owszem doczekałam się, jak już przysłowiowo "kopnęłam" go w rzyć. Przykre ale tak było na prawdę.
Przez pierwszy rok po rozstaniu przychodził do mnie do pracy, szukał kontaktu, wydzwaniał na tel. firmowy, wtedy mu zależało, był w stanie zrobić wszystko ale "czemu teraz, a nie wtedy", takie myśli mi towarzyszyły?! Między nami było dużo spięć, on rzucał słowa na wiatr czego nie znoszę i dobrze o tym wiedział. Będąc u kogoś gościnnie przed wyjazdem umawialiśmy się, na konkretną ilość alkoholu, o czym szybko "zapominał" i burza wtedy narastała. Może zarzucicie, że to błahostki ale właśnie z takich błahostek składa się życie. To małe puzzle, które tworzą 'idealny' NIEIDEALNY związek. Między nami z czasem te puzzle gubiły się coraz częściej, wybaczałam mu wiele razy i wierzyłam, że w końcu się zmieni ale jak się domyślacie... nie doczekałam się. Nie chciałam go kochać, modliłam się o cud! Chciałam za pomocą czarodziejskiej różdżki wymazać go z pamięci, ale za chiny nie potrafiłam, siedział w mojej głowie jak chochlik, który zadomowił się na stałe. Miłosz zarzucał mi obojętność, to że się nie staram, że już go nie kocham, że mam innego etc. To nie była prawda, ciągle go kochałam, ale w pewnym momencie coś pękło i faktycznie przestało mi zależeć wtedy właśnie postawiłam kropkę nad i. Nie było mi z tym lekko, tym bardziej, że nie miałam punktu zaczepienia, nie mam rodziców, nie miałam mieszkania, nie miałam pracy ale miała wiarę, wierzyłam, że się ułoży, że pojawi się światełko w tunelu. Postawiłam wszystko na jedną kartę, która okazała się być ASEM. Przy okazji pisania tego postu chciałabym żebyście wierzyli w siebie i się nie bali, strach paraliżuje nasze ciała, blokuje w działaniu - nie BÓJ SIĘ! Zaryzykuj, możesz osiągnąć wszystko, tylko musisz wierzyć w SIEBIE! Jesteś wart/a wszystkiego :)

Miłosz był troskliwy, potrafił świetnie gotować, był bardzo przystojny, miał muskularną budowę ciała, nosił mnie na rękach, pomagał wszystkim którzy go o pomoc prosili. Na początku zauroczył mnie swoim wyglądem, urok osobisty aż parzył w oczy, nie wierzyłam, że ktoś taki jak on zwróci na mnie uwagę. Myślałam, że dużo ładniejszą dziewczynę znajdzie. Ba! Myślałam nawet, że może mieć każdą, więc czemu miałby wybrać taką przecietniaczkę?! Jego numer telefonu sobie wykręciłam w przerwie między lekcjami, z koleżanką się wygłupiałyśmy no i tak właśnie go poznałam. Miałam wtedy 15 lat i szybko pojawiły się "motylki w brzuchu". Planowaliśmy, że przyjedzie w sylwestra ale już wtedy wystawił mnie do wiatru, podobno zapomniał...(Może wtedy powinnam się zastanowić czy dobrze robię). Spotkaliśmy się pół roku czy rok później. Miłosz był wtedy po przysiędze, akurat wyszedł z wojska, pytał mnie czy ma przyjechać w mundurze czy normalnie się ubrać :D Miło, ze pomyślał o mnie. Nasze pierwsze spotkanie wyglądało zwyczajnie, ja oczywiście byłam cała w skowronkach a on chyba niewiele sobie z tego robił ale w  sumie co się dziwić, ja miałam 17 lat, on 20 i byłam BRZYDKA :D Chyba wtedy nie zaiskrzyło na tyle żebyśmy mogli zostać parą ale utrzymywaliśmy kontakt, jakoś w czerwcu 2009r. zaczęliśmy się spotykać regularnie. Dojeżdżał do mnie ponad 70 km/h w jedną stronę. Imponowało mi też jego zaangażowanie. Możecie mi wierzyć lub nie ale to on całował mnie pierwszy, uczył mnie tego. Późno zaczęłam naukę ale wtedy były inne czasy, dziewczyny inaczej się zachowywały, w moim domu rodzinnym panowały zasady, których nie można było łamać. Opiekunowie trzymali mnie krótko ale ja tam się cieszę, przynajmniej nie chodziłam jako nastolatka z brzuchem. Przez prawie trzy lata między Nami nie było żadnych kłótni, dacie wiarę? Też bym nie uwierzyła gdyby ktoś coś takiego mi powiedział ale właśnie tak było, dopiero później zaczęły się spory jak zamieszkaliśmy razem. Moja uroda się trochę wykreowała, zaczęłam się podobać facetom i wyostrzyła się zazdrość Miłosza. Na początku to znosiłam ale pomału robiło się to nieznośne, ale dlaczego zapytacie... przecież jak się kogoś kocha to zazdrość jest normalna! Nie Kochani, jest normalna ale umiarkowana, u niego to była chorobliwa zazdrość, doprowadzała mnie do skrajnych uczuć... Jeszcze gdyby miał powody ale nie dawałam mu ich, wychodziłam na dwór z psem, byłam o 5min dłużej niż zwykle to pewnie sie z kimś innym prowadzam, tel. noszę przy sobie to pewnie z kimś pisze bla bla bla. Czepiał się o wszystko. Nie byłam aniołkiem, byłam wredna co zresztą zostało mi do dzisiaj, może i byłam czasem leniwa, może miałam dwie lewe ręce w kuchni (marna ze mnie kucharka) ale w życiu nigdy bym nie zdradziła!!! My byliśmy zupełnie odmienni i chyba to nas zbliżyło a później poróżniło. Mimo to kochałam go dalej, wybaczałam, ufałam i czekałam, powtórzę się wydawało mi się, że to pierwsza miłość. No ale... rozstaliśmy się! To był dla mnie cios poniżej pasa, przeżyłam zawód miłosny ale wbrew pozorom każdy upadek nas zahartuje. mogę powiedzieć, że to mnie umocniło psychicznie. Oczywiście, że przed Miłoszem miałam innych ale to byli krótkometrażowi koledzy. Po jakimś czasie poznałam swojego obecnego faceta, niesamowity wkurzający Tomek, jesteśmy do siebie bardzo podobni, lubimy to samo, wspieramy się, żremy się jak pies z kotem po czym po chwili godzimy. Teraz jak o tym piszę to ciepło na serduchu się robi. Czy chciałabym kogoś innego? KATEGORYCZNIE odpowiem NIE! To jest właśnie to moje światełko w tunelu pojawił się nagle i został! Oby do końca.

Uff... ale się rozgadałam, chyba nie do końca w tym temacie co trzeba.
***
Ostatnio natrafiłam zupełnie przypadkiem na fejsie profil Miłosza dziewczyny, oznaczyła go, że spodziewa się z nim synka. Coś mnie ukuło, niby rany się zagoiły, jestem w szczęśliwym związku a jednak... więc czy można "zapomnieć"? PEWNIE, że można ALE przebite serce zawsze będzie miało tylko zaklejoną dziurę, która czasem się odezwie. Nie powinnam rozmyślać i może niepotrzebnie to robię ale zabolało mnie to ale spokojnie, bo to była tylko króciutka chwila :) To jest nadzieja dla Ciebie. Być może zabolało mnie to dlatego, że ja nie doczekałam się tak wielkiej miłości z jego strony. Jak się wyleczyć i podnieś po ciężkim "upadku"? Recepta na szczęście jest tylko jedna!
  • Znajdź kogoś kto Cię uszczęśliwi, kogoś podobnego do siebie. Kogoś kto będzie Cię ciągnął ku górze. Jesli tego nie zrobisz to rozpamiętywanie ściągnie Cię na 'dno', a twoja depresja się pogłębi. Z dna ciężko się odbić. Musisz uwolnić swoje myśli od toksycznych, bo one Cię zniszczą. Zajmij się czymś, czymś takim co pochłonie Cię w 101% wtedy nie będziesz miała czasu na zbędne myślenie. Będzie dobrze, obiecuje! :) Ale dopuść do siebie kogoś kto Ci pomoże. Wyjdź do ludzi, wśród nich znajdziesz swojego "księcia" :)

#PS. imiona zostały zmienione.


Miłego wieczoru :)
Wasza
/B.


2 komentarze:

  1. Mam podobnie...choć ze swoim kolegą nie jestem..a mnie też kłuje w sercu jak jakieś dziewczyny go oznaczają lub jeśli gra na radiu internetowym...piszą do niego i mu wysyłają buziaki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dziwnego, że boli bo jesteś zauroczona ale to minie, jak tylko zepchniesz jego na boczny tor. Najlepiej jakbyś znalazła jakieś zajęcie bardzo czasochłonne, bo wtedy nie będziesz sobie zakrzątała nim głowy. Powodzenia Drogi Anonimie :)

      Usuń